15. maja nasza Zosia obchodziła imieniny, ale świętowaliśmy przez kilka dni.
W czwartek od rana Zosia była w przedszkolu z cukierami, więc emocji było sporo, później przyjechali Dziadkowie Leszkowie a wieczorem na dokładkę Babcie Renia i Ala i dziadek Marcin. Prezenty, prezenty i jeszcze raz prezenty... Zosieńka była zachwycona, tylko pytała czy jutro też ma "nininy" ;)
W sobotę wróciła Ciocia Kasia z Adelem, byliśmy całą rodzinką najpierw na tenisie, bo Zosia miała szkółkę a Franek postanowił obserwować tenisowe poczynania siostry, a później pojechaliśmy na obiad do Puszczykowa.
Niedziela była kolejnym imieninowym dniem. Tym razem z Babcią Jolą i Dziadkiem Sławkiem. Jak zwykle trzeba było iść nakarmić konie suszonym chlebem, chcieliśmy też zajrzeć do "Chlebowego Domku", ale niestety nie udało się... Po południu zaliczyliśmy jeszcze kilka partyjek w Domino z Kasią i Adelem i imieniny zostały oficjalnie zakończone.
Następne już za rok! ;)